Pozwany bezkarnie nakłamał przed sądem

Jak w tytule. Zeznawał przed sądem i skłamał dwukrotnie, co mogę udowodnić, jeśli tylko sąd uwzględni mój wniosek o przeprowadzenia dowodów. Wymagać to będzie wysłania zapytań do dwóch urzędów. O tym, że skłamał, dowiedziałem się później, dokonując weryfikacji jego oświadczeń na własną rękę.

Bezkarnie skłamał przed sądem? No tak, bo nie został pouczony wcześniej o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Taki mamy bowiem wieloletni bubel prawny, że pierwsze przesłuchanie strony odbywa się bez odebrania przyrzeczenia i bez pouczenia o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Nie wierzycie? No to przeczytajcie sobie art. 303 Kodeksu postępowania cywilnego:

Sąd przesłucha najpierw strony bez odbierania przyrzeczenia. Jeżeli przesłuchanie to nie wyświetli dostatecznie faktów, sąd może przesłuchać według swego wyboru jedną ze stron ponownie, po uprzednim odebraniu od niej przyrzeczenia. Przesłuchanie jednej ze stron co do pewnego faktu z odebraniem od niej przyrzeczenia nie wyłącza takiego przesłuchania drugiej strony co do innego faktu.

Dopiero jeżeli pojawią się wątpliwości, to sąd może przesłuchać stronę jeszcze raz, z pouczeniem o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania. Czy sąd przesłucha jeszcze raz tego kłamcę? Może nie skoro wcześniej będzie miał informacje z urzędów – będzie wiadomo wówczas, że skłamał. A kłamca przecież też nie będzie wówczas taki głupi, żeby znów skłamać, bo wszak będzie wiedział o tym, że sąd uwzględnił mówi wniosek o dokonanie sprawdzenia w urzędach. Raczej zatem nie ma szansy na skazanie kłamcy za fałszywe zeznania, a szkoda.

Ciekaw jestem, czym kierował ustawodawca formułując art. 303 kpc. Co takiego stałoby się, gdyby takiego (i każdego) przesłuchać od razu po pouczeniu o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań?
Podobny bubel mamy chyba też w prawie karnym. Kiedyś zostałem wezwany w charakterze świadka, udzieliłem na komisariacie policji zeznań do protokołu. Po jakimś czasie znowu mnie wezwano i znowu to samo zeznawałem. Pytam, dlaczego, przecież już byłem. A policjant na to, że za pierwszym razem byłem rozpytywany i mogłem mówić co mi się podoba w tym nieprawdę a teraz jestem przesłuchiwany po pouczeniu o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań.

Jedna myśl na temat “Pozwany bezkarnie nakłamał przed sądem”

  1. Właśnie przegrałem sprawę o zwrot pożyczki, nienagannie udokumentowanej. Adwokat ma wystąpić o uzasadnienie wyroku. No właśnie, adwokat – jeden z lepszych (najlepszych) w mieście, od dawna z nim współpracuję. Na rozprawy nie chodzę skoro mam adwokata i w akcji go nie widziałem, ale jestem pewien że żadnego błędu nie popełnił. To pozwany po prostu twierdził, że został zmuszony do podpisania umowy pożyczki a w rzeczywistości żadnej pożyczki nie otrzymał. Wytrzasnął skądś jakiegoś menta który to potwierdził, że że dłużnik został zmuszony do pokwitowania otrzymania pieniędzy których rzekomo nie otrzymał (ani chybi otrzymał), że widział to. Szczegółów bzdur które wygadywał w sądzie nie znam, ale oczywiście zostały zaprotokołowane. I sąd dał mu wiarę, powództwo oddalił. Adwokat zapewne będzie wnosił apelację, ale czy to coś da? Sąd ma prawo do swobodnej oceny zebranego materiału dowodowego…
    Tak czy inaczej – nauczka – jeżeli bawisz się w pożyczki prywatne, ich udzielanie, to po prostu zawsze przelej pożyczkę na konto pożyczkobiorcy a nie z ręki do ręki za pokwitowaniem. Tym samym wykluczony jest zarzut pozwanego jak wyżej opisany. Ja o tym wiem od dawna ale to nie ja tej pożyczki udzielałem tylko kupiłem tę wierzytelność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.